Mamo nie pij!!
Dzisiejszy wpis będzie dosyć osobisty, więc odradzam czytanie go, ponieważ po co czytać smuty.
Alkohol obok amfetaminy jest najgorszym narkotykiem, ponieważ nie tylko niszczy psychikę, ale i rodziny.
Tak jest w moim przypadku.
Mam w domu alkoholika, a jest nim moja mama, która pije nawet 8 piw dziennie i nie raz widać, że jest wstawiona.
Mówiąc szczerze, gówno mnie obchodzi, że niszczy swój organizm, ale kurwa boli to, że mój najmłodszy brat będzie uważał piwo za coś normalnego. Nie zdziwię się, jeśli nie uda mi się go w przyszłości sprowadzić na normalną drogę i to kurewsko boli.
Nie zliczę ile było kłótni w domu z powodu tego jebanego piwa i te kłótnie ja wywoływałem, ponieważ cholernie mnie to boli.
Wszystko się zaczęło od długów, które ojciec narobił i moja mama, nie wytrzymywała psychicznie i zaczęła pić, bo mówi, ze bez piwa skończyłaby na sznurze.
Dla mnie to gówno prawda i niestety ciężko jest mi jej współczuć, ponieważ przez piwo nie potrafi być stanowcza przez co bracia robią co chcą i nie raz ja muszę wkraczać do akcji.
Niestety nie jestem za dobrym autorytetem, wiec współczuję braciom.
Czego współczuje?
Tego, że muszą się wychowywać w tak patologicznej rodzinie, a ojciec na szczęście za granicą robi, więc jest mniej kłótni o nic, ale i tak pozostaje kwestia długów i piwa.
Ja miałem to szczęście, że wychowywałem się, gdy rodzinka była jeszcze w miarę "normalna", a teraz to tragedia.
Mama z domu nie wychodzi, ponieważ się boi ludzi przez co najmłodszy brat siedzi cały czas w domu i jedyny kontakt z ludźmi ma w szkole.
Wiem, że mógłbym to zmienić wychodząc z nim, ale nie umiem się zmusić, a po drugie jak chcę wyjść z jakimś z braci to mamuśka gada, że zimno itp.
Jest cholernie przewrażliwiona, ale jak się ociepli na dworze, zacznę wychodzić z najmłodszym bratem by nie wyrósł z niego samotny maminsynek.
Goodbye ;)
Chcesz być na bieżąco z moimi wpisami KLIKNIJ TUTAJ

Cześć!
OdpowiedzUsuńHmm znalazłam Cię na fb (cóż za banalność, co nie?) i jak zobaczyłam kilka pierwszych wpisów to trochę mną wstrząsnęło. Bynajmniej nie pozytywnie. I mało się z Tobą zgadzam (tak patrząc na te wpisy). Poszperałam jednak głębiej, zajrzałam do wcześniejszych wpisów. I tak w sumie to nie wiem kim jesteś. Nie umiem Cię rozgryźć. Pierwsze wrażenie: cyniczny, chłodny koleś, który nie lubi ludzi i świata i wystawia kolce jak jeż. :P Drugie wrażenie: skrzywdzony młody człowiek, który średnio sobie w życiu radzi. No i trzecie: chłopak, który desperacko szuka czułości i nawet sam ją może okazać. (tak, pisałeś nawet, że możesz być opiekuńczy) Trochę rozumiem (też mam niezbyt przyjemną rodzinkę) no ten tego... może się ze mną nie zgodzisz, Uaaa, mam nadzieję że mnie nie zlinczujesz :P mam 18 lat, więc niby nie powinnam wiele o zyciu wiedzieć, ale co tam. Coś tam wiem! Dobra, cześć! I powodzenia!
Mam nadzieję, ze jeszcze mnie odwiedzisz. Co do tego kim tak naprawdę jestem, to cóż każde z Twoich wrażeń jest prawdziwe, znaczy jestem mieszanką ludzką, która potrafi być czuła itp ale coraz bardziej idę w stronę cynizmu i egoizmu, ponieważ zauważyłem, że lepiej być egoistą i nie dopuścić do siebie ludzi, niż otworzyć się na nich i tylko się zawodzić. Tak więc Twoje pierwsze wrażenie jest chyba najbardziej bliskie, ponieważ chcę swój charakter popchnąć w tamtą stronę, ale mimo wszystko zawsze będzie się gdzieś przejawiał ten miły, delikatny, czuły, a zarazem nieporadny koleś. Nie wiem co los przyniesie, ale jeśli me życie nie obróci się o 180 stopni, to jest duża szansa, że po prostu będę egoistą, który tylko liczy się z sobą, a innych ma gdzieś.
UsuńHere I am!
UsuńWróciłam! Żeby zobaczyć czy mnie zlinczowałeś :D Skomentowałam wcześniej Twój wpis o porzucaniu kalek.
Wątpię, żebyś był zagorzałym egoistą, bo tacy chyba nie wiedzą, że nimi są. Chociaż może i wiedzą, kto ich tam wie. Każdy jest po części egoistą, co zrobić. Natura, przetrwanie... ale jesteśmy dumnymi homo sapiens i możemy się kontrolować, czyż nie? Dobra, zbaczam z tematu. Wiesz co? Dla mnie receptą na większość rzeczy jest poczucie humoru. Nie wiem jak z tym jest u Ciebie, ale cóż... Aha! Współczuję problemów z zębami, też mam podobne czasem i ostatnio zaczęłam bać się dentystów. Brr... Sayonara!