1 września 2015

Samotność, mój jedyny przyjaciel


Dzisiaj będąc na spacerze spotkałem znajomych i nie bardzo chciałem z nimi iść, ale najlepszy kumpel podczas przywitania mnie pociągnął za rękę bym z nimi poszedł. 
Dwóch z nich miało piwo, więc nie bardzo uśmiechało mi się iść z nimi, bo jestem bez grosza przy duszy, więc nie mogłem sobie pozwolić na kupno złocistego trunku, ale znów best friend mnie poratował i postawił piwo. 
Powiem szczerze, że cholernie głupio mi się zrobiło, bo nienawidzę, gdy ktoś mi coś stawia. 
Przejdźmy jednak do sedna spotkania, szliśmy nad staw i już podczas drogi czułem, że ja nie pasuje do tych ludzi, każdy z nich ma prace, piją co tydzień, trzymają się razem od dawna, a ja? 
A ja mówiąc szczerze od dłuższego czasu nie widziałem się z nimi, a dokładnie kilka miesięcy temu ostatni raz się ze znajomymi spotkałem, a tak to tylko mirko, filmy, spacery i nic więcej. 
Można więc powiedzieć, że pogodziłem się z samotnością i, aby mieć szanse by znów wrócić do ludzi musiałbym zacząć z czystą kartą i wyjechać do innego miasta. 
Wracając do spotkania, oni sobie na luzie gadali, a ja praktycznie cały czas milczałem i jedynie z najlepszym kumplem trochę pogadałem, a tak, to tylko miałem w głowie myśl "Ja tu nie pasuje, chcę by spotkanie się już skończyło"
Smutne? Tak wiem smutne i żałosne. 
Może nigdy nie byłem lubiany za bardzo, bo jako człowiek odizolowany na półtorej roku od rówieśników po operacji, nie wiedziałem jak się zachowywać w ich towarzystwie i nie raz rzucałem jakimiś głupimi tekstami, robiłem z siebie idiotę i raczej musiałem sam się wpraszać na imprezy, bo nikt sam z siebie nie zadzwonił do mnie bym wpadł. 
Kurwa, jak ja chcę już mieć pracę i móc rzucić wszystko w pizdu i wyjechać stąd. 
Ale fajnie, myśląc o tym wszystkim i pisząc te słowa mam łzy w oczach, kurwa.  

Good Night ;) Chcesz być na bieżąco z moimi wpisami KLIKNIJ TUTAJ

0 komentarze:

Prześlij komentarz